I górnicy dziękowali z głębi
„I górnicy dziękowali z głębi wzruszonych serc. Radosny gwar napełnił izbę, każdy powtarzał sąsiadowi „Monsieur Vincent ma słuszność. Nasze cierpienia minęły. Zima przeszła. Idą lepsze czasy."
Parę dni później Vincent z kilkorgiem dzieci zbierał węgiel za „Marcasse". Nagle dostrzegł małe, czarne postacie; wyroiły się ze znaczkowni i rozproszyły na wszystkie strony po polu.
— Co się stało — zawołał — nie ma przecie jeszcze czwartej! Słońce stoi wysoko na niebie.
— Wypadek! — krzyknął któryś ze starszych chłopców. — Widziałem ich już kiedyś tak biegnących. Na dole coś się zawaliło!
Sczołgali się co tchu z góry, ostre kamyki rozdzierały im ręce i odzież. Cale pole dookoła „Marcasse" roiło się jakby od czarnych mrówek, które szukały osłony. Lecz zanim Vincent z dziećmi zszedł na dół, wszczął się już ruch w odwrotnym kierunku. Zewsząd
nadbiegały wystraszone kobiety i dzieci. Matki dźwigały na rękach najmłodsze, starsze dreptały za nimi.
Dota lszy pod bramę usłyszał Vincent gorączkowe głosy „Gaz. gaz! Nowy pokład! Odcięci! W pułapce!"
Jacąues Verney, który przeleżał w łóżku okres na1sroższycli mrozów, pędził teraz przez pole. Schudł w ciągu zimy jeszcze bardziej i piersi miał głębiej zapadnięte. Vincent zatrzymał go i spytał“(8)
<<<< Choć stary jestem
| wanie wpisane do rejestrów >>>>