- A zresztą - ciągnął Sanderson
„— A zresztą — ciągnął Sanderson puszczając mimo uszu replikę syna — pomyśl, czym jest dla ciebie Nora. Czy warto z jej powodu...
— Nora Ech, szkoda z tobą mówić! Nora jest mi potrzebna. Kropka. Jakakolwiek jest. Nie twoja sprawa. Słyszysz, nie twoja rzecz! I ja ją wezmę! — zaczął nagle krzyczeć w uniesieniu. — No, co tak patrzysz Stioking Czy jak tam w waszym fizjologicznym języku — szok Cha, cha! Nie, do diabła, dam sobie radę sam!
Mak wstał gwałtownie i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami. Profesor spojrzał za nim z niepokojem, ale nie rzekł ani słowa.
Nora tymczasem siedziała u siebie w domu, pogrążona w ciężkiej zadumie. Minął już tydzień, od kiedy poznała syna profesora Traube, lecz siła pierwszego wrażenia ani trochę nie osłabła. Przeciwnie, niepokój i wzburzenie z każdym dniem opanowywały ją coraz bardziej. Być może, była to miłość od pierwszego wejrzenia... Miłość, o której tyle pisano i opowiadano. Nie, to, co powstało w niej, co nią zawładnęło całkowicie, co pozbawiło ją spokoju i równowagi, nie miało nic wspólnego z tym uczuciem. To było coś innego. Było to uczucie trwogi, nieokreślonej, narastającej, niepojętej.
Zdawało się, że nie było ku temu powodów. Lecz jakże często ukryte motywy znikają z naszego pola widzenia! Jak często, wystraszeni i zdziwieni, stajemy wobec faktu dokonanego. Nora nie mogła zdać sobie sprawy z nie kończącej się plątaniny myśli i uczuć, które ją ostatnio opanowały. Jedynie czuła niewyraźnie, że wokół niej zawiązuje się skomplikowany węzeł wydarzeń. Ukazywała jej się wstrętna postać Maka, po chwili ustępując miejsca bladej, nieruchomej twarzy Harryego, i serce Nory ściskała trwoga. Twarz Harryego rozpływała się i wyraźnie wyłaniał się złośliwy uśmiech profesora Sandersona. Ze wszystkimi tymi ludźmi była ona w jakiś sposób związana. I od nich wszystkich coś zależało.“(10)
<<<< wanie wpisane do rejestrów
| 1 kiedy tupot ucichł >>>>